- Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 50 sekund.
Europoseł (reprezentujący Polskę) pan Robert Biedroń raczył wyżalić się przed szanownym gremium europejskich parlamentarzystów, że:
W Polsce są setki miejsc, do których nie może on (Robert Biedroń - osoba, człowiek) wejść. Nie wiem na jakiej podstawie pan europoseł ma takie przekonanie ale nigdzie, powtarzam: nigdzie... Nawet w Krakowie... Nie napotkałem lokalu z tabliczką informująca o tym, że nie ma tam wstępu Robert Biedroń.
Coraz częściej natomiast napotykam na lokale w których bezwzględnie zakazuje się palenia tytoniu i używania e-papierosów. Ale chyba nie o to panu Robertowi chodziło. On chyba nie jest nałogowym palaczem, który 5 minut bez dymu nie wytrzyma.
Są też często tabliczki informujące o zakazie wprowadzenia psów... Ale pan Biedroń przecież nie zalicza się do grona tych sympatycznych czworonogów.
Może zatem panu europosłowi przeszkadzają tabliczki zakazujące wstępu z lodami lub inną przynoszoną z zewnątrz żywnością lub napojami?
Naprawdę nie wiem o co panu Biedroniowi chodziło.
Bo przecież nie o orientację seksualną. Tej przecież nikt nie sprawdza na wejściu i nie ma takich zakazów...
Nie ma, bo nie ma potrzeby umieszczania na drzwiach informacji, że demonstrowanie publiczne preferencji seksualnych (jakichkolwiek) nie jest właściwym zachowaniem. To jest po prostu normą.

Widząc podstawowe różnice programowe pomiędzy, ogólnie, stroną prawicową a całym - w tym i czasem półjawnym - zespołem ugrupowań lewicowych - można być zaskoczonym takimi postawami jak np. Mentzena. Ten, dla elektoratu ma być kimś o poglądach biznesowo - prawicowych. Dziwna konstrukcja pomieszania