2302289prz9e mObchodzą swoje coroczne święto.
Z tej okazji zaoferowali chętnym odwiedzenie miejsc właściwie pomijanych w rutynowym zwiedzaniu Tym razem były to propozycje opowieści o Koperniku w Krakowie, o Panteonie (który wcale nie jest jeszcze powszechne tak kojarzony) w kościele pw. Św. Piotra i Pawła, a też i opowieść o bardzo krakowskim i ważnym kultowo Bractwie Miłosierdzia.


Każda z tych propozycji godna jest oddzielnej opowieści – niemniej w tym wyborze mamy coś, co każe zastanowić się nad sensem i rozwinięciem samych słów – Przewodnik i to Miejski, czyli Krakowski. Sam wybór wskazuje na świadomość osób tego środowiska co do sensu ich miana i co do zadań czy raczej zobowiązań jakie mają wobec Miasta i jego właściwie rozumianego interesu. Pasjonaci przewodnictwa to wiedzą ale czy ktoś z ich wiedzy korzysta? Można by było oczywiście wybierać i inne kierunki zwiedzania ważnych miejsc – ale w końcu nie wszystko za jednym zamachem.


Przewodnik. Nie Beskidzki, nie Górski, nie Gdański czy Warszawski a związany z miejscem - Krakowem. Przewodnik ma pokazywać, zwracać uwagę, podawać informacje, a nie działać jak magnetofon, którym takich, niby zwiedzających, młotkują meleksiarze. Szybko i mało sensownie. I ludzie – bywa – to młotkowanie wybierają i to za nie słono płacąc. Dlaczego? Dla obu stron łatwizna. Łatwo, szybko i przyjemnie - automat i taki wybór klienta. Taśma Zastanówmy się turysta - czyj to jest w końcu klient? Meleksiarz świadczy usługę – transportową. Może nie każdy, bo nie wykluczam, że niektórzy z nich chcą i mogą wyjść poza ramy samej usługi transportowej. Tylko skąd klient ma wiedzieć, który jest który i że mógłby i pod tym kątem dokonać wyboru. Ogólnie turysta jest gościem Miasta. Skoro już idzie do meleksiarza, to nie sądzę by się zastanawiał nad wyborem. Zauważmy że to miasto powinno w swoim interesie nie tylko pokazać swe walory, lecz też chciałoby chyba (tak przypuszczam) zachęcić gościa do powtórnej wizyty, gdy zostanie ujawnione, że są jeszcze rzeczy, które warto poznać. Informacja - mamy wiele więcej rzeczy wartych zobaczenia – i najważniejsze – miasto ma treści daleko wykraczające poza sam opis tego co przed oczami, a co po zwiedzaniu i tak e dużej części wpada w nicość niepamięci jest bardzo ważna. Przekonanie turysty, że Miasto ma wiele ciekawych treści stanowi zachętę do powtórki. Tak więc przewodnik ma w ręku szanse wykonania bardzo ważnej pracy dla miasta i jego mieszkańców. O Krakowie nie powinien opowiadać automat.

I tu mamy – my – nie tylko turyści, poważny problem z tzw ustawą w skrócie ją nazwijmy – Gowinową – czyli z tzw. uwolnieniem zawodów Trudno w tym tekście rozwijać temat, niemniej teoretycznie ogólnie niby dobre chęci i założenia, w realu stały się zupełnie demolujące. Zrównały działalność usługową posiadającą ważne elementy misyjne jaką jest przewodnictwo z tymi które zamykają się tylko do relacji usługodawca-usługobiorca. Jakoś się nie zauważa, że co do zasady identyczna choroba trawi dziś służbę zdrowia – dla której wedle wymysłu urzędnika lekarz już przestał być lekarzem i to mającym szerokie spojrzenie na chorego, a staje się usługodawcą zaś pacjent jest usługobiorcą i to najlepszym wtedy gdy w ogóle nie pojawia się w gabinecie a jest tylko zaooptowany. Sama zasada i tylko o niej tu mowa – gubi misję zawodu.

Podobnie - ale podkreślam po raz kolejny - tylko co do zasady podejścia organizacyjnego – przewodnik jest zawodem (tego akurat komuna nie uznawała) i to z misją (dziś to się też właśnie pomija) i uwolnienie zawodu – uwolniło go od misji i wypełniania zadań ponad te odtwórcze jak z taśmy magnetofonowej. Nagrał na mózg - wystarczy

Nie na darmo przecież, zwłaszcza niektórzy przewodnicy, jak zarazy boją się kogoś kto się zatrzyma i próbuje coś usłyszeć. Bo czasem uszy bolą.
Jest oczywiste, że nie wolno izolować przewodnictwa miejskiego zwłaszcza w Krakowie od wartości niematerialnych i znaczenia historycznych miejsc. Powiązanie materii i świadectwa jest osiągalne wyłącznie przez żywego człowieka - przewodnika. Automat, czy też człowiek przypadkowy a tylko przyuczony do odtwarzania kalki tekstu, tego nie zrobi.

Przewodnik nie może być tylko odtwarzaczem opisu zabytków. Jeśli mamy poważnie mówić o turystyce i za tym o funkcji przewodników jako źródle interesu (mówmy już nawet tym językiem) czyli rodzaju działu gospodarki miejskiej to z kolei fundamentalnym oczekiwaniem od władz miasta powinno się stać, jak sądzę, wypracowanie zdania promocji istotnych wartości reprezentowanych zabytkami czyli i historią miasta. Za sprawą wspomnianej Ustawy ten problem nie istnieje a Władzom Miasta to odpowiada. Mają alibi i to pasujące ideologicznie, bo dla lewicy – patriotyzm ma być zastąpiony internacjonalizmem dziś przekształcającym się w postępowość Europejską

I tak mamy bezpośrednio postawione pytanie czy ofertę dla turysty należy opierać na modelu lunaparku i pubu Europy połączonego z funkcjami, w których zabytki są tylko nobliwą scenografią, czy też, oferta ma się opierać na pokazywaniu turyście treści, wartości, znaczenia Krakowa dla Polski. Szeroki to problem który oczekuję ze w końcu poważnie podniesie jakiś kandydat w nadchodzących wyborach samorządowych. Samo kąsanie po kostkach w stylu Pana Gibały to tylko walka o fotel a nie o interes Miasta. Taka postawa dyskwalifikuje. Sprawa wcale nie jest nowa bo aspekt znaków pamięci polskości najwyraźniej doceniali jako zagrożenie dla swych zamiarów wszyscy kolejni zaborcy i okupanci dążąc do fizycznego zatarcia świadectw historii i dokonań Polaków. Wszak nie dokonywano tego tylko w Krakowie a w każdym mieście z Warszawą na czele. Tyle, że Kraków był i jest koncentratem tak można nazwać. W Krakowie były regalia, są miejsca, które stanowią, każde z osobna, o duchu i znaczeniu wartości niematerialnych Narodu. To miasto Świętych, to miasto depozyt.
Nawet też z punktu widzenia interesu, zobaczmy, że tak jak mając w ręku brylant można zarabiać na rozpraszaniu jego wartości – np. cięciem i sprzedażą go w częściach, co zawsze się skończy bezpowrotną stratą – tak też, można zarabiać budując całą dziedzinę dochodową na dbaniu o tenże skarb złożony w depozycie .Kraków ma depozyt i zobowiązanie wobec Polaków.
Zasadne jest przypuszczenie, że w tym zakresie obecne władze Krakowa mają zasadniczy problem powiedziałbym wręcz ideologiczny. Wartości? Popatrzmy na fakty. Trudności z Muzeum AK, blokada realizacji pomników i AK i Ofiar Komunizmu, wypomnijmy los Oleandrów albo zamiary lokalizacyjne pól golfowych faktycznie blokujących rozwój i to dwóch Sanktuariów o zasięgu światowym. W tym ostatnim przypadku nie mówmy nawet o sprawach wiary a wprost o interesie turystycznym na dużą skalę Rządzący miastem, z racji swej lewicowości lub post - lewicowości poglądów – przedkładają opcję pierwszą – w obecnej formie pubu Europy nad drugą – krzewiciela wartości historycznych, patriotycznych – ogólnie - niematerialnych.


W tej drugiej z tych wersji podejścia do oparcia interesu miasta – a za tym idzie i traktowanie zadań przewodników, mamy przecież ważny potencjał biznesowy. W tej sferze widzi się niestety tylko jakąś zaprzeszłość. Kto więc się zastanawia myśląc o strategii rozwoju miasta jak należy eksponować czy raczej eksploatować zabytki a w tym jak mają być traktowani przewodnicy. Czy ma działać pełna wolna amerykanka nie rozróżniająca usług szewskich od taksówkarskich czy właśnie – przewodnickich, czy mamy mieć wypełnianie zadań dla Miasta i Mieszkańców. Tak, tyle, że za nałożeniem zadań zleconych powinna iść jakaś umowa, jakieś warunki a nade wszystko wypracowanie o jakie zadania by tu chodziło. Mowa wiec o pracy i to straszne - koncepcyjnej
Słowo Miejski – dodany do Przewodnik - musi oznaczać obowiązki ale nie wobec ideologii a wobec Miasta i Polskości bo to jest depozyt złożony w mieście na przechowanie przez cały praktycznie bieg naszej historii. Zapytajmy więc czy miasto w tym względzie ma jakąś sprecyzowaną wizję i wyrażony w niej swój interes. Czy jest nim tylko wyciągnięcie jak największej kasy od przyjezdnego? Choćby takim przykładowo oddaniem parkingu pod Wawelem, tak, by przyjezdny po szybkim zwiedzeniu miasta powiedział sobie – tylko tu nie powrócić. Teraz - owszem ciągną kasę i rynkowo trudno mieć o to pretensje – ale tylko konkretni usługodawcy, korzystając z tego, że nie są właśnie w Krakowie. Korzystają z marki miasta – a czy ta marka jest pod opieką?
Musi zostać postawione pytanie czy dziś w ogóle istnieje cos takiego jak świadomy i skonkretyzowany interes Krakowa w zakresie sektora gospodarki miejskiej o nazwie turystyka. i jaka jest rola przewodników miejskich w jego realizacji. Niby brzmi tajemniczo lecz jest właściwie prostym zagadnieniem.


Można rzecz zrozumieć – przypominając czasy zaborów i rolę tego co Kraków sobą reprezentował i to nie tylko już nawet upadającymi zabytkami a ludźmi, przywoływaniem pamięci i budzeniem tego, co zaborcy chcieli zniszczyć – patriotyzmu. Trzy zabory, a Kraków okazał się ważnym punktem, kotwicą. Był zapyziałym materialnie miasteczkiem a posiadał ładunek myśli od samorządowej (kolejni Prezydenci) poprzez ośrodek nauki na wysokim poziomie (kierunki i rezultaty badań w UJ) aż po koncentrację myśli patriotycznej (Stowarzyszenia, w tym Sokół, ośrodek myśli i życia kulturalnego) To pokazywało Polakom, - jesteśmy narodem ze swą historią i potencjałem. Kraków i Krakusi wypełniali swą rolę i to było ich uświadomione zadanie i duma. Bieda i małomiasteczkowość nie przeszkadzały, że Polacy z zaborów tu przyjeżdżali. Krakusi na tym też zarabiali.
Dziś podobnego systemowego wykorzystania ładunku tkwiącego w Mieście jakoś trudno zauważyć. Turyści odwiedzają go dziś jako rodzaj lunaparku, pubu Europy jako otoczenia zdarzeń zwanych konferencjami albo iventami a ładunek pamięci czy wartości – któż ma je podane jako propozycję i w ogóle zauważa, Poza jakimś pasjonatami. A są tacy i wśród odwiedzających i wśród krakusów a wśród nich też przewodników. Zwracam na nich uwagę. Są np. architekci którzy oglądają krakowską secesję Albo malarze osadzeni w Krakowie to dla gości ze świata – bardzo często odkrycie. W tym zakresie muzealnicy dziś wykonują olbrzymią pracę – właśnie dla miasta lecz czy miasto ma to w swym programie biznesowym trudno zobaczyć Tematy, poprzez które można pokazać gdzie leży źródło i siła Polskiego nieschematycznego działania – są z kolei ważne dla samych Polaków wkładanych dziś w eurourawniłowkę (specjalnie używam tu rusycyzmu), że tak to symbolicznie powiem. To dla każdego droga do zrozumienia, dlaczego jakoś w Polsce komunizm napotkał śmiech przez łzy Barei i nieschematyczność reakcji zwykłych ludzi. Na dziś to może wyprowadzić program przeciwdziałania wtłoczenia Polski do Eurosojuza,. klimtyzmu i ekowiary Tak, tylko akurat lewicy nie o to chodzi – wręcz odwrotnie. Te typy tak mają. Kochali Sojuz to niech będzie przynajmniej Eurosojuz bo suwerenność to dla nich choroba a wiarę trzeba opiłować. Zamiast Europy porozumienia gospodarczego mamy coraz bardziej realny totalitaryzm czyli reakcja jest w naszym żywotnym interesie. Dziś ludzie bez doświadczeń i bez wiedzy w tym zakresie są skłonni uważać tamten świat za śmieszną swą nonsensownością fikcję, a nie za coś co już bardzo realnie zagraża. Tego Kraków może uczyć – tyle, że tego nie robi bo – właśnie jest pod rządami politpoprawności. Na wyprzódki w niby eko poprawności Kraków może uczyć z perspektywy historii. Rola pokazania przeszłości, myśli, rozsądku i dystansu do biegania w kółko za własnym ogonem, jak nigdy wcześniej właśnie dziś, może być tamą dla odmóżdżenia pokolenia. Nic, tylko wspierać jak się da to, co robi Minister P. Czarnek nie na darmo tak obśmiewany i poniewierany przez neotargowicę i lewaków. Dla nich faktycznie zagraża realizacji planów.
To dlatego w obecnej inicjatywie rocznicowej przewodników cieszą wybory kierunków oprowadzania.


Dodajmy np. taki Kazimierz – dziś pokazywany głownie jako miasto czy enklawa żydowska w morzu ponoć nieżyczliwych Polaków – w świetle prawdy i treści tej propagandy to fałsz bez przeszkód uprawiany na naszą szkodę. Zupełne pomieszanie i było i jest wyjaśniane nie jeden raz Byli Polacy wyznania Rzymsko Katolickiego, Prawosławnego, Starocerkiewnego tak jak i Mojżeszowego. Tak w Polsce było i dlatego w Polsce był azyl. Na Kazimierzu są kościoły katolickie i to nie byłe jakie swą historią i wartościami artystycznymi. Czy są pokazywane, czy raczej ogólnie omijane. Nie mówię nie odwiedzane ale czy ich zwiedzanie jest jakoś osadzone w tym problemie? Kazimierz, w którym nie na darmo jeszcze i nie tak dawno panoszył się Mosad tworzący na ich młodzież odwiedzającą źródło presję medialną mówiącą o rzekomo czyhającym nań Polaku. Nam piszą historię, wedle której Polacy tak jak i Niemcy mieli mieć rolę sprawczą w Holokauście choć sami Polacy byli poddawani eksterminacji i ginęli za to tylko, że byli Polakami. Tak więc w Krakowie - sam tylko Kazimierz to doskonałe miejsce do wypełnienia roli prostowania tych łgarstw tak zwłaszcza dziś dla nas istotnych. To tylko jeden przykład, w którym rola przewodników jest niezwykle ważna
Wróćmy do samych przewodników i mówmy o podejściu do ich roli.


Musi się tu podnieść rzecz szczególnie cenną. Wśród przewodników są autentyczni pasjonaci i też dosłownie zawodowi historycy. Miasto w swym interesie powinno mieć sprecyzowaną politykę tak to nazwijmy - wykorzystania swego potencjału wynikającego ze świadectwa historii i kultury. Traktowanie przewodników jak tylko oprowadzaczy jest ogromnym błędem. Są też i tacy, którzy nie są w stanie wyjść poza te ramy choćby z racji swej obojętności Obecny system zrównuje pasjonatów z oprowadzaczami. To sytuacja szkodliwa dla miasta. Sądzę, iż powinno się też wyciągnąć wnioski z poszatkowania środowiska przewodnickiego.
Stając na gruncie relacji biznesowych – przewodnicy korzystają z tego że istnieje ta substancja miejska i na odwrót miasto powinno w końcu wypracować sposób odwdzięczenia się im za ich pracę dla miasta. Tyle, ze ta musi być pokazana i potwierdzana w wykonaniu – jak to w biznesie.


Co w takim razie oznacza i do czego Miastu jest potrzebna licencja przewodnicka?
Może zostawmy te pytania do rozważenia.

Dziś już chyba tylko głównie mieszkańcom, bo to są sprawy Ich żywotnych i szeroko rozumianych interesów.

 

Feliks Stalony-Dobrzański
Kraków 28.02.23

 

 

  • 2302289prz9e
  • 230228prz1
  • 230228prz2
  • 230228prz3
  • 230228prz4
  • 230228prz5
  • 230228prz6
  • 230228prz7
  • 230228prz8
  • 230228prz9
  • 230228prz9a
  • 230228prz9b
  • 230228prz9c
  • 230228prz9f
  • 230229prz9d

Fotografie:
Edward Brożek

PRZECZYTAJ

 📝 Najnowszy artykuł
10 Czerwca 2024

Tusk konsumuje i chińska strategia PiS-u

W poniedziałek rano znane były oficjalne wyniki: KO -37,06 proc. (21 mandatów) ; PiS – 36,16 proc. (20 mandatów) – niecały 1 punkt procentowy różnicy. To amatorka firmy Ipsos ze swoim exit pollem w wieczór wyborczy. Oto kilka spostrzeżeń świeżo po wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Firma badawcza Ipsos odpowiedzialna za exit poll powinna zapaść się pod ziemię po kompromitującej wpadce stawiającą pod znakiem zapytania zatrudnienie jej

...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 3 minuty.)


10 Czerwca 2024

Tusk konsumuje i chińska strategia PiS-u

(345) Sławomir Jastrzębowski

W poniedziałek rano znane były oficjalne wyniki: KO -37,06 proc. (21 mandatów) ; PiS – 36,16 proc. (20 mandatów) – niecały 1 punkt procentowy...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 3 minuty.)


07 Czerwca 2024

NASZ WYWIAD. Szeremietiew: To jest nieprawdopodobnie silne uderzenie w żołnierskie morale. Chcą z Polski zrobić państwo upadłe

(384) Robert Knap

„Armia w takiej sytuacji zwyczajnie nie istnieje, rozsypuje się. Wierzyć się nie chce, że w III Rzeczypospolitej Polskiej mogło dojść do takiej...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 4 minuty i 47 sekund.)


06 Czerwca 2024

NASZ WYWIAD. Kamiński: Mamy do czynienia z tępą, nadgorliwą działalnością prokuratury. Tusk i Kosiniak-Kamysz kłamią

(504) Robert Knap

„To jest uderzenie w nasze bezpieczeństwo i za to ponoszą odpowiedzialność ci prokuratorzy i politycy, którzy doprowadzili do takiej sytuacji” -...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 3 minuty i 42 sekundy.)


06 Czerwca 2024

Premierze, albo dymisje, albo przyznanie się do kłamstwa. Czy Donald Tusk wiedział o zarzutach dla żołnierzy, gdy robił spektakl na granicy?

(663) Marek Pyza

Donald Tusk jeździ po terenach przygranicznych, ściska się z żołnierzami i strażnikami granicznymi, wygłasza tyrady o państwie stojącym za nimi...
(Czas potrzebny na przeczytanie tego tekstu to około 1 minuta i 46 sekund.)